Dziś trudno ją zamknąć w jednej kategorii. Wczesnym rankiem, w drodze do pracy, zagląda się tu na kremową jajecznicę z gravlaxem i crème fraîche, pije cappuccino i wymienia z baristą plotki z sąsiedztwa. Przed południem przychodzi na krótką przerwę z espresso. Wieczorem wpada na koktajl, genialne saltimbocco albo pastę frescę. Barbara świadomie ma wymykać się prostym definicjom, zaskakując interpretacjami znanych dań i szacunkiem do tradycji. I być może właśnie ta przestrzeń „pomiędzy” jest dziś jej największą wartością.
Stara Warszawa, nowa historia
Budynek przy ul. Nowogrodzkiej 10 ma swoją historię. Przez pewien czas należał do księcia Stanisława Lubomirskiego, później do Zofii Czartoryskiej. Przez jakiś czas stał tu pusty lokal po pracowni krawieckiej. Potem pojawił się pomysł na bar, restaurację i kawiarnię, które będą świetnie się uzupełniać. Zaproszeni do współpracy architekci z pracowni 89 stopni zobaczyli wewnątrz fragment starej Warszawy, którego nie trzeba było wymyślać od początku, tylko ponownie odczytać.
Dlatego projekt wnętrz nie polegał na wyczyszczeniu historii miejsca. Przeciwnie, część elementów zachowano, inne dopisano tak, by całość wyglądała tak, jakby była tu od dawna. Lokalizacja w narożniku dziewiętnastowiecznej warszawskiej kamienicy projektu Franciszka Braumana, szczypta szaleństwa i autorski twist szefowej kuchni Agaty Zięby, zagwarantowały Barbarze stałe grono klientów. Błyskawiczny sukces i popularność lokalu nie dziwią, ponieważ znajdziemy tu całą paletę doświadczeń kulinarnych i estetycznych.
„Chcę tworzyć miejsca, do których sam chciałbym przychodzić. Jeśli jest to bar, chcę dostać świetnie przygotowany koktajl, ale bez zbędnego spektaklu, nadmiaru opowieści i całego barmańskiego show. Liczą się jakość i obsługa, która potrafi wyczuć, czego gość potrzebuje danego wieczoru. Podobnie myślę o restauracji. Chcę móc umówić się na konkretną godzinę, przyjść na dobrą kolację i czuć się swobodnie”- mówi Beniamin Bielecki, współwłaściciel Barbary.


Za czerwoną kotarą
Wnętrze Barbary oparto na kontrastach. Surowe, niemal industrialne tynki zestawiono z drewnem, marmurem i miękkimi tkaninami. Luksfery sąsiadują z ciężkimi, ceglastymi kotarami, a zaokrąglone formy łagodzą architektoniczną surowość. Już przy wejściu uwagę przyciągają zasłony w kolorze wypalonej cegły. Trzeba je odsunąć, żeby zobaczyć, co znajduje się dalej. Ten prosty gest jest częścią zaprojektowanej tajemnicy Barbary i przywołuje atmosferę miejsc, które nie odsłaniają wszystkich kart od razu. Za kotarą gości wita okrągły bar z kamiennym blatem, podkreślony lekką, podwieszoną konstrukcją z muślinową zasłoną. Dalej drewniany portal wycięty w ścianie z luksferów prowadzi do nieco ukrytej części restauracyjnej.
Wiele elementów wnętrza dostało w Barbarze drugie życie. Kamienne stoliki, używane drewniane krzesła i hokery znalezione w internetowym second-handzie nie wyglądają jak przypadkowa kolekcja znalezisk. Na tle jasnych tynków i posadzki z kawałków marmuru z recyklingu tworzą dopracowaną, a jednocześnie bardzo nieformalną przestrzeń. Nad stołami i wzdłuż ścian pojawia się biżuteryjne światło, między innymi vintage’owe kinkiety wyszukane w internecie i przywrócone do życia. Jest w tym zestawieniu pewna lekkość „dolce vita”, bez dosłownego kopiowania rzymskich czy mediolańskich wnętrz.



Najbardziej wyrazistym akcentem wnętrz Barbary jest szklana mozaika autorstwa Magdaleny Łapińskiej-Rozenbaum. Kolorowa, lekko nostalgiczna, zawieszona gdzieś pomiędzy sztuką użytkową a wspomnieniem warszawskich wnętrz drugiej połowy XX wieku, działa jak wizualny podpis Barbary. Przypomina, że to miejsce świadomie czerpie z przeszłości, ale nie próbuje w niej zamieszkać.
Może właśnie dlatego Barbara tak dobrze odnajduje się dziś w Warszawie. Jej charakter nie wynika z jednej efektownej idei, lecz z połączenia pozornie odległych elementów: starej kamienicy, świetnego, dopracowanego sezonowego menu, kawy wypijanej w biegu i kolacji, która może przeciągnąć się do późnego wieczora. Dziś Barbara nie musi już być „miejscem ludzi od Bibendy”. W pełni zasłużyła sobie na nową, własną tożsamość.

Źródło: OKK!




