Gliniane czary

„Wałek, ale nie do wałkowania ciasta na pierogi. Glina, której bury kolor kryje w sobie obietnicę jasnego światła. Miękka, by w 1200 stopni zamienić się w kamień.” Brzmi intrygująco, prawda? Tak właśnie o swoich glinianych wyrobach inspirowanych naturą pisze Misiura. Nigdy nie mieliście do czynienia z tą sztuką? Pora na małe wprowadzenie!

Dlaczego akurat glina?

Pewnego dnia czekając na seans filmowy, przeczytałam, że organizowany jest kurs ceramiki. Glina (poza witrażem) od dawna była moim marzeniem, uznałam więc, że to świetna okazja, by spróbować. Tym bardziej, że wcześniej miałam wiele przygód artystycznych, zaczynając od nieudanych prób rysunku, poprzez wiklinę etc. Od zawsze moje niespokojne ręce coś robiły, coś wytwarzały, a ja czułam w sobie głód nowych tworzyw, nowych możliwości. Wybrałam glinę – mimo że początki były niekończącą się serią porażek, a na pewno rozczarowań – nie poddałam się. Z pewnością (za) dużo było we mnie niecierpliwości, chęci, by efekty były JUŻ, a glina tego nie lubi!

Jak wygląda proces tworzenia Twoich wyjątkowych wyrobów?

Wszystko zaczyna się od pomysłu. A ten przychodzi całkiem nieoczekiwanie: w snach; podczas czynności zupełnie niezwiązanych z gliną; jest wynikiem szkiców – robionych w trakcie rozmowy telefonicznej. Wyraża tęsknotę za odwiedzonymi, odległymi krainami czy wpada do głowy podczas spaceru po łące lub lesie. Czasem pomysł wydaje się idealny, ale gdy konfrontuję go z gliną, bywa, że trzeba go solidnie modyfikować. Glina – z początku bardzo plastyczna i podatna na sugestie – z czasem traci wilgoć i tężeje. To czas, by dokonać kosmetycznych poprawek, wyszlifować niedoskonałości i oddać pracę do wypału w specjalnym piecu – w temperaturze bliskiej 1000 stopni. Wypalona praca jest gotowa do kolejnego etapu – czyli szkliwienia. To czas, gdy ponownie wizja ma szansę minąć się z rzeczywistością, bo dopiero drugi wypał, tym razem ostry – o temperaturze dostosowanej do tej, jakiej wymagają szkliwa – daje kompletny efekt. I wtedy okazuje się, czy szkliwo „siadło”, czy całość jest ładna. To dość szczególny moment, w którym ryzyko jest takie samo jak szansa. Od zachwytu lub frustracji, czasem dzieli nas całkiem niewiele.

Czy nauka ceramiki jest trudną sztuką? Od czego powinien zacząć ktoś, kto chciałby tworzyć tego typu wyroby?

Ceramika na pewno wymaga cierpliwości. Glina chce Twojej całkowitej uwagi, serca, determinacji ale też odwdzięcza się z nawiązką. Samo tworzywo – jakim jest glina – bywa niesforne, trudne do opanowania. Cały proces – czyli dwa wypały i szkliwienie – niesie w sobie ryzyko, że finalny efekt nas nie zadowoli. W ceramice – przynajmniej w jej początkowych fazach – warto nie przywiązywać się do swoich wizji. To może zaoszczędzić nam rozczarowań i pozwoli cieszyć się nieoczekiwanymi rezultatami. Od czego zacząć? Od warsztatów, na których ktoś wprowadzi nas w podstawowe pojęcia, techniki, zagadnienia, a potem nie poddawać się, szukać wolnych chwil na zabawy z gliną. Zacząć od małych form, nie zrażać się, gdy nie wychodzi. Gnieść z cierpliwością i ciekawością – wciąż i wciąż, aż przyjdą dni, że pojawią się pierwsze małe radości, potem większe, a czas poświęcony glinie będzie spełnieniem i formą medytacji. I na koniec malutka rada: schowajcie w szafie swoją pierwszą pracę! Pewnego dnia Was rozczuli, rozśmieszy swoją niedoskonałością i pozwoli dostrzec, jak daleką drogę przeszliście od samego początku.

Więcej informacji: www.facebook.com/umisiury

Z Misiurą rozmawiała: Justyna Zajdel, zdjęcia: Misiura

 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *