Mini-rebelianci, czyli fingerboard w biurze

O fingerboardingu rozmawiamy z Piotrem Krukowskim – pasjonatem sportów ekstremalnych
fingerboard
Fingerboarding | fot. Guilherme Cardoso flickr.com, CC BY-NC 2.0

Jak zwalczyć monotonię w pracy? Polecamy wam odrobinę ruchu dla… naszych palców, czyli fingerboarding. Wydawać by się mogło, że to nic innego, jak zabawka na wzór samochodzików matchbox (obecnie hotwheels), którymi bawiliśmy się w dzieciństwie, okazuje się jednak, iż jest to sport z prawdziwego zdarzenia!

Czym tak właściwie jest fingerboard?

To miniaturowa deskorolka wyposażona w części odpowiadające tym, w desce naturalnej wielkości. Steruje się nią za pomocą dwóch palców, wskazującego i środkowego. Na fingerboardzie wykonywać można te same triki, co na zwykłej deskorolce. Jego cena waha się od 30 do 50 złotych. Dokupić można do niego różnego rodzaju przeszkody: od słupków, przez ławeczki, po rurki, a nawet całe fingerparki. Główną zaletą tego sportu jest fakt, iż uprawiać można go niemalże w każdym miejscu, bez względu na porę roku czy pogodę.

Kiedy tak właściwie powstał pierwszy fingerboard?

Istnieje na ten temat wiele teorii, lecz najpopularniejsza z nich głosi, że stworzył go w 1998 roku, w Kalifornii, młody skater, Steven Asher. Zmotywowały go do tego złe warunki pogodowe, które uniemożliwiały mu jazdę na desce. Dwunastoletni wówczas Asher, przy pomocy tektury, flamastrów i nożyczek wykonał pierwszy fingerboard. Jego ojciec, producent zabawek, zobaczył w, stworzonym przez syna, prototypie potencjał, i w ten właśnie sposób powstała marka TechDeck. Jako, że istniało wówczas wiele innych zabawek, które z wyglądu przypominały deski skateboardowe, ojciec Ashera postanowił wyposażyć je w identyczne części, jak ich pełnowymiarowe odpowiedniki. W późniejszym etapie stworzone zostały także przeszkody oraz, mniej popularne odmiany fingerboardu, takie, jak fignermotory, fingerbike’i czy fingersurfy.

Wydarzeniem równie ważnym w historii tego sportu jest powstanie (w porozumieniu z firmą TechDeck i 411 Video Magazine) pełnometrażowego filmu pt. „Fingers of fury”, w którym profesjonalni zawodnicy, tacy jak Darin Langhorst czy Tony Pauthex, prezentują triki, sprzęt oraz ciekawe miejscówki.

Fingerboarding, jak na prawdziwy sport przystało, to nie tylko zabawy amatorów w domowym zaciszu, lecz także profesjonalne zawody. W Polsce jest on niestety w dalszym ciągu znany jedynie wąskiemu gronu pasjonatów, dlatego też odbywają się tu jedynie konkursy na mała skalę, organizowane w szkołach podstawowych, gimnazjach i skateparkach. Jeżeli chcielibyście natomiast zobaczyć profesjonalistów w akcji, warto wybrać się do Pragi, gdzie odbywa się wiele wydarzeń dla miłośników fingerboardingu, takich jak chociażby Mystic SK8 Cup, Ladronka Fest czy European Fingerboard Cup.

Wywiad z Piotrem Krukowskim – pasjonatem sportów ekstremalnych

Dla kogo, Twoim zdaniem, przeznaczony jest ten sport?

Fingerboarding jest przeznaczony dla ludzi w każdym wieku i każdej płci.

Co jest w nim najfajniejszego? Co sprawia uprawiającym go największą frajdę?

Miejscem do jazdy może być kawałek sklejki, biurko; właściwie jak się jeździ na fingerboardzie to idąc przez miasto każde miejsce wygląda jak wymarzona miejscówka do jazdy.

W jakich miejscówkach najczęściej jeździ się na fingerboardach? Masz jakąś swoją ulubioną?

Najbardziej popularnym miejscem do jazdy jest oczywiście biurko, ale jazda na outdoorze (na zewnątrz) sprawia najwięcej frajdy i wygląda bardzo efektownie.

Czy fingerboarding jest, dobrą opcją do wyluzowania się w czasie pracy dla pracowników biurowych?

Jeśli jest się samemu w biurze lub ktoś podziela twoje zainteresowania – oczywiście! Problemem jest tylko hałas uderzania deską o biurko.

Jak wygląda możliwość rywalizacji sportowej na naszym podwórku?

W Polsce fingerboarding nie jest tak popularny jak w Czechach i Niemczech gdzie są organizowane dziesiątki zawodów z nagrodami w postaci sprzętu, pieniędzy lub miejsca w teamie danej firmy. U nas nie jest to tak powszechne.