Magazyn Exclusive Info

| Wydarzenia | Wywiady | Nowości, recenzje produktów | Poradniki | Felietony | Sesje foto, stylizacje |

Własny butik z modą autorską

Spełnianie marzeń to odnajdywanie krok po kroku tego, czego rzeczywiście pragniemy. O tym jak w praktyce wygląda tworzenie własnej marki odzieżowej rozmawialiśmy z założycielką warszawskiego butiku Le Désir – Magdą Wizner.

SONY DSC

Co się takiego wydarzyło latem 2014, że postanowiłaś stworzyć własną linię odzieżową?

Był to długotrwały proces i potrzebowałam dużo czasu, żeby podjąć decyzję o stworzeniu własnej marki. Prowadzenie firmy, która powstała w wyniku pasji do mody, nie jest wcale proste, choć niektórym może się tak wydawać. W dodatku w związku z pracą musiałam zamieszkać z dala od domu. W Warszawie jest obecnie ogromny popyt na młodych polskich projektantów i kiedy przeprowadziłam się tu, postanowiłam spróbować swoich sił i stworzyłam własną markę.

Czy ktoś pomagał Ci w tworzeniu firmy?

Zupełnie nikt! Sama ją tworzyłam, dopiero później z pomocą przyszła Justyna, która zajmuje się sprzedażą. Firma to od początku do końca mój pomysł i oprócz rodziców, którzy mnie wspierali i wspierają nadal, nie pomagał mi nikt.

Co oznacza Le Dẻsir? Skąd pomysł na nazwę?

Na początku chciałam, żeby nazwa firmy była związana z moim nazwiskiem lub imieniem, bo tak zwykle rozwiązują to inni projektanci. Jednak stwierdziłam, że dobrze jest wymyślić coś, co ma zaklęte w sobie hasło. I tak powstała nazwa Le Dẻsir, czyli tłumacząc z francuskiego na polski – chęć posiadania czegoś. Mam nadzieję, że to zaklęcie będzie przyciągać klientki, że będą chciały posiadać moje ubrania.

W twoim biogramie napisane jest, że przygodę z tańcem towarzyskim zaczęłaś, gdy miałaś 6 lat i to właśnie taniec zainspirował Cię do projektowania ubrań – sama tworzyłaś sobie stroje na turnieje i pokazy. Dlaczego nie podjęłaś się projektowania sukienek do tańca? Miałaś przecież ogromne doświadczenie w tej materii.

Nie zamknęłam jeszcze tego rozdziału w życiu. Chciałabym nadal projektować sukienki do tańca, jednak dobrze wiem, jak rzadko podejmuje się decyzję o ich kupnie i jak bardzo są one kosztowne. Od ładnego stroju ważniejsze są treningi i wygodne buty. Na przełomie sierpnia i września, podczas gali The Look of the Year, chciałabym pokazać projekty, których nie ma w bieżącej kolekcji, ale które będę robiła na indywidualne zamówienie. Chcę pokazać, że jestem wszechstronna i mogę tworzyć zarówno ubrania na co dzień, jak i suknie balowe na specjalne okazje.

Czego nauczył Cię taniec towarzyski?

Taniec towarzyski to duża część mojego życia – 12 lat dzieciństwa spędzone na parkiecie. Nauczył mnie sumienności i wytrwałości w dążeniu do celu, tego jak przegrywać i jak wygrywać. To ważne, żeby posiadać te umiejętności, bo w każdej branży, nie tylko modowej, albo odnosimy sukces, albo porażkę, czasem jest lepiej, a czasem gorzej. Musimy liczyć się z konsekwencjami, ale niestety… takie jest życie!

Na rynku jest bardzo dużo marek modowych, a nowicjuszom trudno jest się przebić i stworzyć coś, co dotąd nie powstało. Co Le Dẻsir ma w sobie wyjątkowego, co odróżnia ją od innych marek?

To, czym ja chcę się wyróżnić, to jakość, prostota i klasyka, które charakteryzują moją markę. Le Dẻsir to ponadczasowa elegancja. Klasyczne ubrania, które można łączyć z casualowym stylem – bardzo elegancką marynarkę zestawiamy z porwanymi boyfriendami, co daje fajny efekt. Stawiam przede wszystkim na jakość, chcę żeby moje rzeczy były stworzone z dobrych materiałów – klienci tego oczekują. Również wykonanie jest dla mnie ważne. Często okazuje się, że wywracając ubranie na drugą stronę, zauważamy to, jak źle jest uszyte. U mnie każdy detal jest dopracowany, każdy guziczek dobrze przyszyty, a całość projektu jest uniwersalna i zawsze modna. Chciałabym, aby moja kolekcja była na tyle ponadczasowa, że jak za 10 lat wyciągnę z szafy marynarkę, będę mogła ją spokojnie założyć, wiedząc, że wciąż wygląda dobrze.

Skąd czerpiesz inspiracje? Kto jest Twoim ulubionym projektantem?

Cenię wielu projektantów, jednak moje nastroje związane z ich twórczością zależą od konkretnej kolekcji. Czasami jest tak, że kolekcja naszych polskich projektantów wiosna-lato 2015 jest przepiękna, natomiast jesień-zima zupełnie mi nie pasuje. Tworząc własną kolekcję, podpatruję marki high fashion, ale ostateczny wygląd ubrań jest tworem mojej wyobraźni. Polskimi projektantami, których cenię, są: Maciej Zień i Paprocki&Brzozowski, których suknie są dla mnie inspiracją. Na razie nie zajmuję się tworzeniem tego rodzaju sukien, bo jest to bardzo czasochłonne przedsięwzięcie. Teraz skupiam się na konfekcji damskiej, na tym, co można założyć zawsze i na każdą okazję. Głównie chodzi o to, żeby moje ubrania można było założyć na co dzień do pracy, na wyjście do restauracji czy inną okoliczność.

Czy biznes modowy jest dobrym pomysłem na zarabianie pieniędzy, czy lepiej zaliczać go do kategorii hobby?

Ja łączę przyjemne z pożytecznym! Moda jest bardziej moim hobby, ale z racji tego, że skończyłam ekonomię, patrzę na to biznesowym okiem. Na rynku działam dopiero od 6 miesięcy, więc trudno jest mi ocenić sprzedaż i kwestie zarobkowe. Myślę, że po pewnym czasie, gdy klienci lepiej poznają markę, będą wracali. Zresztą już wracają! Jeśli tylko będę trzymała się celów, które założyłam – czyli jakości i klasyki – moja marka stanie się dobrym biznesem.

Kim są Twoje klientki? Kto ubiera się w Le Dẻsir?

Są to kobiety świadome swojej kobiecości, które nie boją się eksponować swoich największych atutów. To kobiety, które chcą wyglądać świetnie zarówno w pracy, jak i poza nią. Zdarza się też, że przychodzą do mnie gwiazdy i ubieranie ich na wielkie wyjścia sprawia mi ogromną radość. Zdarza się też, że gwiazdom podobają się moje projekty i je kupują. Ania Lewandowska – ubrana w sweter mojego projektu – pojawiła się w jednym z magazynów. Zaraz po tym zainteresowanie produktem tak wzrosło, że wszystkie sztuki rozeszły się jak świeże bułeczki! Ubrania Le Dẻsir noszą kobiety niezależne i z klasą – Justyna Steczkowska czy Agnieszka Szulim są tego najlepszym przykładem. Klientki, które obserwują profil Le Dẻsir na Facebooku czy Instagramie, mają też możliwość obejrzenia zrobionych przeze mnie zestawień, jak nosić ubrania, które projektuję. Same zresztą są źródłem moich inspiracji, podsyłając zdjęcia w moich projektach!

Dostajesz feedback o produktach od klientek?

Oczywiście! Często klientki po wyjściu z butiku dzwonią, żeby podziękować. Opowiadają, że wszystko idealnie pasuje, a ubrania podkreślają ich kobiece atuty. Taka też jest moja polityka, żeby było kobieco i z klasą, a nie agresywnie i kontrowersyjnie. Staram się, żeby moje projekty były proste i uniwersalne, ale podkreślające wszystkie kobiece walory. Mam rzeczy ze skóry, o której niektórzy mówią, że jest wulgarna i bezpretensjonalna. Nie mogę się z tym jednak zgodzić! Ostatnio Agnieszka Szulim kupiła w butiku Le Dẻsir skórzaną spódnicę, którą założyła do bluzy i trampek – wyglądała w tej stylizacji świetnie i wcale nie wulgarnie!

Po jaki element kolekcji najczęściej sięgają klientki? Co jest Waszym największym hitem?

Największym hitem w poprzedniej kolekcji zimowej były długie swetry. Uznanie klientek zdobyły swoją uniwersalnością – można je nosić na różne sposoby, jako trencz, standardowo jako sweter i jako sukienkę. Ostatnią opcję pokazała Kate Rozz, wybierając mój projekt na pokaz Chanel. W obecnej kolekcji przebojem są garnitury, sukienka z frędzlami i skórzana spódnica. Popularnością cieszą się też nasze dwustronne T-shirty, które można nosić na dwa sposoby: albo mieć dekolt z przodu, albo na plecach. Jest to fajne rozwiązanie, bo jeśli nie chcesz mieć dziś dekoltu, bo nie wypada, to go nie masz, chcesz mieć spory – to masz.

le_desir_003wywiad Exclusive Info

W swojej kolekcji masz też prawdziwe futra. Jaka jest reakcja klientów?

Są osoby, które nie pochwalają tworzenia ubrań z prawdziwych futer. Doskonale je rozumiem, ale jest też bardzo dużo osób, które kochają futra i nie lubią sztucznych rzeczy. Niełatwo wszystkim dogodzić. Rozmawiałam na ten temat z polskimi projektantami. Stwierdzili, że posiadanie ich w swojej kolekcji jest ryzykowne, ale sporą grupę ludzi mogą one do nas zachęcić, a poza tym jest to dobrze sprzedająca się część garderoby.

Czy projekty odzieży robisz sama, czy masz kogoś do pomocy? Jak wygląda proces powstawania ubrań?

Projekty są moje, ale w tworzeniu pomaga mi też Justyna. Kolejnym etapem jest konstrukcja, a po niej otrzymuję pierwsze modele. Jak na razie sprawdzam je najczęściej na mnie. Kontroluję, czy odpowiednio leżą, czy jest w nich wygodnie. Jeśli wszystko jest dobrze, projekt trafia do szwalni, gdzie szyje się wszystkie rozmiary.

Gdzie uczyłaś się projektowania?

Skończyłam kurs w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie. Nauczyłam się tam tworzenia koncepcji projektów, ale wiedza nabyta przez doświadczenie dała mi najwięcej. Teraz wiem, że żeby coś stworzyć, nie trzeba pięknie rysować.

W procesie tworzenia bardzo ważny jest konstruktor, który musi wiedzieć, jak przełożyć twoją wizję na realny produkt. Dobór ludzi, z którymi się pracuje, jest bardzo ważny, musimy się wzajemnie rozumieć, by mógł powstać dobry projekt.

Jakich materiałów najczęściej używasz do produkcji?

Najczęściej pojawiają się włoskie wełny, skóry i kaszmiry. Wśród produktów basicowych, takich jak T-shirty, bokserki, jest to zazwyczaj wiskoza łączona z elastanem. To wybór moich klientek, ponieważ stwierdziły, że bawełna nie jest na tyle elegancka, żeby móc ją założyć pod marynarkę.

Jak wyobrażasz sobie swoją markę w przyszłości? Zostaniecie na Hożej, czy podbijecie Paryż?

Mam nadzieję, że podbiję Paryż! Butik na Hożej 55 powstał na wzór ekskluzywnych paryskich sklepów, do których nie prowadzi główna ulica, a po drodze nie mija się sklepowych witryn. Zależało mi, żeby stworzyć atmosferę, jakiej w Warszawie nie można doświadczyć w zwykłym sklepie, trochę domową, żeby każdy, kto tutaj przychodzi, mógł wypocząć i poczuć się swobodnie. Gwiazdy cieszą się, że nie idą za nimi paparazzi, a one w spokoju mogą napić się kawy i zrobić zakupy. Miałam pewne obawy co do tego konceptu, bo żeby coś kupić, trzeba tu specjalnie przyjechać. Trudno jest się zmobilizować do przyjazdu, ale atmosfera wynagradza komunikacyjne kwestie. Wracając do pytania: chciałabym, żeby marka się rozrosła. Na ten moment moja kolekcja jest limitowana, produkty są pojedyncze. Zależy mi na tym, żeby klientki czuły się wyjątkowo. A ja wyjątkowo bym się czuła mając butik w Paryżu! I myślę, że docelowo mi się to uda.

Rozmawiała: Basia Erling, fot. materiały prasowe