Prywatność, a sztuka autoprezentacji

Media społecznościowe dają nam dziś wiele możliwości. Począwszy od kont prywatnych, gdzie możemy bez żadnych, większych przeszkód zdobyć informacje o naszych znajomych, czy też kont firmowych, gdzie możemy promować swoje produkty, czy usługi. Czy jednak są w naszym życiu sytuacje, w których profil na Facebooku lub Instagramie może nam uprzykrzyć życie?

prezentacja

Media społecznościowe dziś, to przede wszystkim niewyczerpane źródło informacji. Informacje te pomagają nam w życiu w bardzo różny sposób. Możemy dzięki nim być na koncercie naszego ulubionego zespołu, zapisać się na warsztaty kulinarne, czy znaleźć grupę osób, która co piątek spotka się, aby robić na drutach. Oczywiście, czynności,  przed chwilą wymienione przeze mnie są naszą prywatną sprawą, dlatego też z góry możemy założyć, że nie powinny one interesować naszego potencjalnego pracodawcy, lecz czy zawsze tak jest?

Mogę się założyć, że każdemu z Was obiła się o uszy niejedna historia znajomego lub nieznajomego, który nie dostał pracy, tylko dlatego, że jego profil na Fb nie spodobał się jego przyszłemu pracodawcy. Jednak dziś nie chcę mówić o tej grupie osób, ponieważ świadomość ludzi, piszących o sobie na Fb jest już zupełnie inna, mówiąc inna, mam na myśli bardzo pogłębiona. Nie zdarza się już zbyt często, by ludzie aplikujący na stanowiska w dużych firmach, chwalili się w mediach społecznościowych swoimi poglądami politycznymi, odważnymi fotkami z imprez, czy nawet statusem związku.

Pokaż mi swój profil na Fb, a powiem Ci kim jesteś

O kim jednak dziś chcę pisać? Nie ukrywam, że do napisania tego tekstu zainspirowała mnie autentyczna historia, która może nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie to, że podobna spotkała mnie niedawno… Pani X  udaje się na rozmowę o pracę, stanowisko: specjalista ds. marketingu, firma dosyć duża, mająca wiele sklepów na terenie całego kraju. Pani X, przychodzi z długim CV i jeszcze dłuższym portfolio. O samej branży wie wiele, bo pracowała dla podobnego pracodawcy. Wszystko przebiega  sprawnie i gładko, dopóki prowadząca rozmowę rekrutacyjną pyta się Pani X, dlaczego na jej profilu Fb jest tak mało contetntu, a zdjęcia na Instagramie są robione komórką, skoro Pani X zajmuje się również fotografią. Zapada niezręczna cisza i Pani X, tłumaczy się, że są to jej prywatne konta, dlatego też nigdy nie myślała o nich pod kątem marketingowym. Jak myślicie, Pani X dostała tę pracę?

Personal branding

Pani X niestety nie dostała tej pracy. Zapytacie: dlaczego? Rekruterka w danej firmie uznała, że prywatne media społecznościowe to również wizytówka Pani X, a skoro Pani X służbowo zajmuje się również social media, to w jej gestii prowadzenie profilu prywatnego ma być również profesjonalne. Zwolennicy decyzji rekruterki, powiedzą, że miała ona rację, ponieważ media społecznościowe Pani X to świadectwo jej pracowitości, zaradności i umiejętności i lepiej je prowadzić dobrze. Ja jednak będę z tym zdaniem polemizować. Miesiąc temu wraz z moją koleżanką wybrałam się na wydarzenie, związane z nowymi mediami, marketingiem i social media. Jedno z wystąpień (nawiasem mówiąc, technicznie bardzo dobre) traktowało o personal brandingu. Szybko wyjaśniając: personal branding to kreowanie swojego wizerunku, tworzenie marki swojej osoby, na potrzeby np. znalezienia odpowiedniej pracy. Całe wystąpienie miało na celu przekonanie, że personal branding to coś więcej niż CV, list motywacyjny i portfolio razem wzięte. Najlepiej zaangażować w to wszystkie kanały: swojego Facebooka, Instagrama, Twittera, Youtuba, Snapchata i wiele więcej. Ja tymczasem siedząc na naprawdę niewygodnym krześle, zaczęłam się zastanawiać, gdzie w tym wszystkim będę ja i moja prywatność? Bo przecież kiedyś nie zakładałam konta na Fb, czy Instagramie, po to, żeby znaleźć pracę, tylko po to, żeby dzielić się małą częścią swojej prywatności.

„Szewc bez butów chodzi”

Myślicie, że kucharz pięciogwiazdkowej restauracji nie miał nigdy ochoty na zwykłe pierogi, czy naleśniki albo, czy śpiewak operowy, nigdy nie był na koncercie disco polo? Oczywiście, że tak! A jak myślicie, czy kiedykolwiek w tym zawodzie, który wykonują, za to, że jedzą pierogi albo słuchają disco polo mogłyby im grozić konsekwencje nie przyjęcia do pracy? Wydaje mi się, że nie. Każdy chce pokazać się w jak najlepszym świetle, robić wszystko estetycznie, dobrze, wspaniale, a nawet rewelacyjnie. Nie zawsze jednak tak jest. Pokazywanie tego, nie czyni może z nas profesjonalistów w każdym calu, lecz czyni nas prawdziwymi. Jak mówi stare porzekadło: „Szewc bez butów chodzi” – i  powiem Wam, że to jego prywatna sprawa! Nie dajmy się zwariować i nie róbmy wszystkiego na pokaz, a jak nam nie wychodzi, to nie wstydźmy się tego. Moi drodzy zostawmy sobie parę chwil na pierogi i… No może jednak nie na disco polo…

Tekst: Daria Sobczak, fot.: Dreamstime

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *