Rockowe życie – wywiad z Kasią Sochacką

Kariera muzyczna z racji swej widowiskowości, licznych fanów oraz dawania ludziom pozytywnych emocji jest dla wielu marzeniem. Z drugiej strony jawi się jako coś niedostępnego, coś co udaje się raz na milion i to najlepiej w Ameryce. Są jednak tacy, którzy mimo trudności porwali się z motyką na słońce i pokazali na scenie, że robią widowisko przynajmniej tak samo dobre jak tuzy show-biznesu. O tym jak się robi muzykę i jak wygląda rockandrollowa codzienność rozmawiamy z Kasią Sochacką, delikatną dziewczyną, która nie pozwala przejść obok siebie obojętnie.

Kasia Sochacka

Talent to dar czy przekleństwo?

Dobre pytanie! Myślę, że talent jest i darem i przekleństwem. Darem, bo sprawia, że Twoje życie jest wyjątkowe. Przekleństwem, bo realizacja związanych z talentem marzeń jest zazwyczaj poprzedzona wieloma próbami i niepowodzeniami. Niemniej jednak, kiedy udaje się w końcu dojść do celu, człowiek czuję się jak w niebie. Największą nagrodą są dla mnie reakcje publiczności po koncertach, kiedy ludzie podchodzą i dzielą się swoimi dobrymi emocjami. Zdarzyło mi się nawet, że na rynku w Krakowie, gdzie obecnie mieszkam i studiuję, zaczepił mnie ktoś i zapytał czy to ja śpiewam piosenkę, którą lubi. Nie chodziło mu o to, że spotkał człowieka z telewizji, ale o muzykę. To jet bezcenne!

Co dał Ci udział w talent show w ogólnopolskiej telewizji? Wiele osób postrzega to jako możliwość promocji artysty, ale przecież przekucie tej popularności na osobisty sukces to już zupełnie inna sprawa. Jak dobrze wykorzystać swoje 5 minut?

Przede wszystkim pomógł mi podjąć decyzję, że chcę robić to co robię i traktować to jako sposób na życie. Wiesz, kariera muzyczna mimo, że otwiera liczne możliwości to nie jest łatwy kawałek chleba. Potrzebujesz potwierdzenia, że ludzie kochają to co im dajesz, a samemu dobrze się z tym czujesz. Udział w programie Mam Talent pozwolił mi podjąć taką decyzję. Mimo, że organizatorzy wspierają uczestników i wszystko dzieje się bardzo profesjonalnie przeraża poczucie, że bierze się udział w czymś naprawdę potężnym i ma się tylko jedną szansę. Trzeba po prostu pracować i jeszcze raz pracować. Pośpiech często kończy się fiaskiem. Wydawanie na siłę czegoś, by „być, póki nie zapomną” mija się z celem. Trzeba pracować i budować swoją markę od początku, pokazując ludziom swoje własne kompozycje. Nikt nie będzie nas, wokalistów z telewizyjnych show, kochał naprawdę, jeśli nie pokocha naszych własnych utworów. Śpiewać covery potrafi masa ludzi w Polsce. Chodzi więc o to, żeby w tych swoich 5 minutach pokazać, że ma się też coś swojego do przekazania. Jeśli wszystko co robisz przed kamerami jest zgodne z Twoim wewnętrznym kodeksem, to nic Ci złego nie grozi.

Pierwszy singiel Czasu Części Pierwsze za Tobą. Jesteś autorką nie tylko słów, ale tez po części muzyki. W programie Mam Talent powiedziano o Tobie, że „jesteś muzyką”. To jak to jest z tą muzyką – jaka to droga na życie?

Ciężka, wyboista i pełna zakrętów, ale nie zamieniłbym jej na żadną inną. Nie ma jednego kamienia milowego, który czyni z człowieka artystę. Po osiągnięciu założonego celu pojawiają się kolejne. Przed nagraniem pierwszego singla, można myśleć, że to będzie jakąś cezurą, ale to nic nie zmienia. Spełniam się, czuję się szczęśliwa i nie dążę po trupach do celu. Robię, co chcę i kiedy chcę. Pomagają mi w tym moi bliscy i wszystkie plany, czasem szybciej lub wolniej, ale realizuje.

No właśnie, kiedy zaczyna się odnosić sukces, rodzina i przyjaciele stoją obok i wspierają, czy okazuje się, że nagle zaczyna brakować bliskich osób?

Rodzina wspiera, a przyjaciół sukces dziesiątkuje. Spotkałam się z taką nienaturalną sytuacją, że im bardziej chciałam pokazać moim znajomym, że z mojej strony po programie nie zaszły żadne zmiany, tym bardziej oni mnie oceniali i dystansowali się. Ja zaczęłam żyć muzyką, a nie każdy takie życie rozumie i wtedy pojawiają się pewne dysproporcje w porozumiewaniu się. Ale w Pradłach skąd pochodzę, spotkała się z pozytywnym odbiorem.

Jak wygląda Twój dzień, tydzień i miesiąc pracy? Pamiętaj, że dla większości ludzi muzyka rozrywkowa oznacza wyłącznie rozrywkowy styl życia.

Moja praca to po pierwsze pisanie tekstów. Nie da się tego ująć w sztywne ramy, ale wiadomo, że przygotowanie dobrych tekstów, nawet jeśli piosenki objętościowo nie są obszerne, kosztuje wiele czasu i wysiłku. Następna ważna rzecz to spotkania z producentami i próby nowych pomysłów. Zanim zrobi się coś dobrego trzeba sprawdzić ich wiele. Trzecia angażująca czasowo rzecz to koncerty, które oczywiście gramy w weekendy.

Pisanie własnych tekstów, to coś w rodzaju publicznej spowiedzi, czy to nie jest niebezpieczne?

Teksty, które piszę oczywiście w pewien sposób ukazują cząstkę mojej wrażliwości, ale to nie jest tak, że te teksty opowiadają moje historie. Te historie to splot zasłyszanych gdzieś opowiastek. Ja staram się zrozumieć różne emocje, a potem przelać je na papier. O sobie też czasem piszę… ale tylko czasem.

Jak w Polsce nagrywa się płytę?

Na muzyce pieniądze przez duże P zarabia się w USA. I to nie jest obiegowa opinia. Tam zwyczajnie jest większy rynek i sama branża rozrywkowa jest postrzegana jako poważna dziedzina gospodarki. Artysta, który ma coś ciekawego do zaoferowania niesie dla producentów i wytwórni konkretną wartość, którą oni rozumieją i znają jej cenę. W Polsce młodym artystom pomogłoby otwarcie świata muzycznego, szukanie nowych rzeczy. Tymczasem nikogo tak naprawdę nie obchodzi to co robimy. Jeśli chodzi o samą stronę techniczną to jest dużo rzeczy, których później nie widać już w gotowym nagraniu, a które są bardzo istotne i oczywiście kosztowne. Współpracuje się z bardzo licznym zespołem, w skład którego wchodzą między innymi realizator, producent, muzycy sesyjni i inni. Ludzi dobiera się na podstawie ich dorobku i tego co najbardziej nam odpowiada. Na ostateczny efekt wpływ mają detale, o które zadbać potrafią tylko osoby z odpowiednim doświadczeniem.

Wspomniałaś o tym, że szukasz ludzi do współpracy na podstawie tego co już zrobili i tego jak to pasuje do Twojej wizji. Kto na polskiej i światowej scenie muzycznej Cię inspiruje, z kogo chciałabyś czerpać, albo zwyczajnie lubisz słuchać?

Muzyczne inspiracje czerpię zewsząd. Nie uważam, tak jak twierdzi wiele osób, że współczesna muzyka popularna jest całkowicie zła. Przecież to muzyka do słuchania, a nie wykonywania w filharmonii, nie może docierać tylko do garstki koneserów. Lubię takich wykonawców jak Tory Amos, Adelle, Jessie J, a z polskich Coma, Piotra Roguckiego, Kasię Nosowską czy Monikę Bródkę. Słucham też wielu nieznanych wykonawców z sieci. To niesamowite, do jak dużej liczby twórców można mieć dostęp przez popularne serwisy wideo! To daje ogromną swobodę twórcą i dawkę inspiracji, która jeszcze nie dawno była dla nas niedostępna. Warto z niej korzystać, jeśli chce się robić muzykę!

Jakie są Twoje plany muzyczne na przyszłość? I co byś mogła doradzić osobom, które marzą o wielkiej scenie?

Muzyczne plany to przede wszystkim nauka śpiewu, warsztaty, koncerty, wydawanie singli, może zgłoszę się do jakichś festiwali ze swoimi utworami. A co mogłabym doradzić osobom marzącym o wielkiej scenie? Trzeba iść do przodu, konsekwentnie wierząc w swój sukces.

Więcej informacji: www.facebook.com/sochacka.kasia

Drugi singiel Kasi Sochackiej ukazał się 5.10.2013 „Drzazga to piosenka, którą nazywam swoim najukochańszym dzieckiem. Tekst stworzony został na kształt zapisków z pamiętnika obłąkanej dziewczyny, która jak niczego innego na świecie, boi się zakochać. Całości dopełnia energiczna muzyka. Singiel, który jest totalnym przeciwieństwem moje debiutanckiej ballady „Czasu części pierwsze”. Piosenka zdecydowanie w moim typie.”

Kasia Sochacka

Kasia Sochacka

Rozmowa i opracowanie: Ewa Czemerys, Szymon Wachal

Zdjęcia: Tomasz Oles, Kinga Raj

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Rockowe życie – wywiad z Kasią Sochacką”