Magazyn Exclusive Info

| Wydarzenia | Wywiady | Nowości, recenzje produktów | Poradniki | Felietony | Sesje foto, stylizacje |

Pięć pomysłów na nie-wirtualny biznes

Marzysz o robieniu własnych ciuchów, a może lubisz pracować w drewnie albo wymyślać wyjątkowe gadżety? Zamiast pisać biznesplan, weź narzędzia i zrób pierwszy produkt. Może będzie to pierwszy krok do prawdziwego własnego biznesu? Oto garść przykładów z Polski. Jest też ciekawostka z USA, choć tym razem z nowojorskiego Brooklynu, a nie kojarzonej z innowacjami Kalifornii.

Deski z warsztatu Anety

Produkcja sprzętu sportowego może kojarzyć się z wielką korporacją. Czy uwierzycie, że manufaktura desek longboardowych z Poznania to dzieło młodej zajawkowiczki Anety Kaczmarek? Zamiłowanie do sportów deskowych objawiała już jako czteroletnia dziewczynka, próbując snowboardu. Od tamtego czasu woli mieć pod stopami twardą dechę, która oddziela ją od podłoża. Beton, woda, śnieg? Bez znaczenia – po co chodzić, jeśli można jeździć! Poznajcie Anetę, twórczynię Baklavy – firmy zajmującej się produkcją autorskich deskorolek. Pomysł zrodził się z pasji poznawania świata i łączenia ludzi poprzez kawałek wyprofilowanego drewna na kółkach. Jej ideą jest powrót do deskowych początków, kiedy wyjście na ulicę było radością, a ludzie wspierali się w swoich poczynaniach. Zresztą mówi o tym jej hasło reklamowe – „back to the roots!”, które najlepiej oddaje sens poczynań Anety. Deski tworzy sama, od podstaw, w małym warsztacie. Selekcjonuje odpowiednie kawałki drewna, projektuje kształt i w końcu wzór graficzny. Samodzielnie nakłada farby, nie mówiąc już o szlifowaniu drewna, w którym nie pomaga jej żaden mężczyzna. Każdy ruch pędzlem, każde cięcie nożem czy zabawa z klejem, wykonywane są z wielką precyzją i niezwykłą starannością. Taka praca sprawia Anecie radość, a przy okazji czyni jej deski wyjątkowymi, bo jeszcze nigdy nie zrobiła dwóch identycznych. Wszystko, co robi, robi od serca, dla ludzi. Pewnie dlatego jej Baklavy pozwalają na słoneczną podróż niczym w czasach pierwszych deskorolkowców z Kalifornii lat 70.

Szydełkowanie w XXI wieku

Działalność Pauli Kuberskiej jest wspaniałym przykładem na to, że najważniejsza rzecz to dostarczanie ludziom miło spędzonego czasu. Zaczęło się całkiem niewinnie, gdy poprosiła mamę, by w wolnym czasie nauczyła ją szydełkować. Początki nie były łatwe, bo szybko się zniechęciła, ale gdy powróciła do popularnego niegdyś dziergania, zaczęło ją to cieszyć. Powstały szaliki, czapki, a nawet rękawiczki. Gdy postanowiła sprawić przyjaciółce własnoręcznie wykonany prezent urodzinowy, w jej głowie pojawił się plan – szydełkowana poduszka! Prezent ucieszył zarówno przyjaciółkę, jak i Paulę, która zauważyła potencjał w przedmiocie do wygodnego leniuchowania.

Tak powstał projekt Lil’ Pillow – firmy zajmującej się produkcją małych, słodkich poduszek, ubrań dla dzieci i szalików. A wszystko za pomocą szydełka i zwinnych rąk Pauli. Największą radość sprawiają jej szczęśliwi rodzice zamawiający produkty Lil’ Pillow dla swoich pociech oraz uśmiechy ich milusińskich. Teraz ma poczucie, że swoją pasję połączyła z dawaniem radości innym. A w domu ma tyle poduszek, że nie jest w stanie ich zliczyć.

Meble z duszą

Kolejny przykład przedsięwzięcia z realnego, a nie wirtualnego świata to projekt artystyczny Bonni stworzony przez Paulinę Jasek. Dusza artystki dała o sobie znać już dawno. Zaczynała od malarstwa, ale nawet to, że jej prace pojawiały się na wystawach, nie wystarczało, by zaspokoić jej ambitne plany. Dlatego stwierdziła, że założy własną firmę zajmującą się szeroko pojętym rękodziełem, z meblami wykonywanymi na zamówienie włącznie. Akurat przy ich produkcji zastaliśmy ją w krakowskim fab labie Wytwórnia. Starannie wybiera każdy element, działa z namysłem i precyzją, a przede wszystkim widać, że ta praca sprawia jej ogromną radość. Ale Bonni to nie tylko praca z drewnem. Paulina, jak sama mówi, dopiero się rozkręca, a jej spojrzenie sięga znacznie dalej. Kompleksowe dekorowanie wnętrz, połączenie malarstwa, mebli na zamówienie, dodatków z tkanin – to cel jej przedsięwzięcia. A wszystko wykonuje
własnoręcznie, wkładając w to artystyczną duszę.

Warsztat niczym tygiel alchemika

Często bywa tak, że w naszych głowach rodzi się idea zrobienia czegoś wielkiego, nietuzinkowego. Mamy ambicję, plan, czasem pierwsze próby za sobą w garażu lub nawet w mieszkaniu. Więcej. Próby te są udane, ale coś sprawia, że odkładamy temat na bok. Częstym powodem jest brak miejsca pracy, w którym możemy realizować własne pomysły, niewystarczające narzędzia albo spokój, który zabieramy sąsiadom. Dlatego powstają fab laby. Znajdziecie je w Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście, Krakowie czy
innych miastach. Zwykle zajmują dawne przestrzenie pofabryczne lub magazynowe i towarzyszy im atmosfera loftów i nieco artystycznego środowiska. Ale o to właśnie chodzi. Celem jest stworzenie przestrzeni pracy dla ludzi kreatywnych, uczącej innowacyjności i stawiającej nowe wyzwania. Miejsca takie jak krakowska Wytwórnia, w której spotkaliśmy przy pracy Paulinę Jasek, są otwarte dla wszystkich. Każdy może przyjść, by pracować nad swoimi projektami choćby jeden dzień. W warsztacie o powierzchni ponad 350 metrów kwadratowych znajdziemy potrzebne narzędzia do realizacji swoich marzeń, a gdy tych narzędzi zabraknie, możemy przynieść swoje. Członkostwo wygląda podobnie w przypadku co-worków biurowych i wiąże się z opłatami, ale są one przystępne nawet dla studentów. Może więc warto zamiast otwierać kolejne biuro co-workingowe stworzyć ze znajomymi wspólny warsztat?

Magnetyczny stolik kawowy z Brooklynu

Zachodnie Wybrzeże USA jest postrzegane jako przestrzeń innowacji i ziemia obiecana start-upów. Jak mówią legendy, kapitał jest tam dostępny dla każdego, a pomysły na miliony powstają w garażu. Kiedy inni wierzyli w obrazki z filmów o Jobsie, ludzie z nowojorskiego Brooklynu wzięli sprawy w swoje ręce. Z pomocą publicznych i prywatnych pieniędzy udało się wyremontować powierzchnie magazynowe w Brooklyn Navy Yard czyli dawnych terenach portowych marynarki wojennej. Dzięki przemyślanemu planowaniu i pieniądzom poprzemysłowy teren zapełnił się firmami produkcyjnymi wykonującymi rzeczy na miejscu, a nie sprowadzającymi je od tanich, azjatyckich dostawców. Symbolem tej zmiany stał się budynek nr 92, który pokazuje wojenną przeszłość i przedsiębiorczą teraźniejszość. Charakter dzielnicy najlepiej oddaje hasło „made here”, pokazujące dumę i przywiązanie do swego miasta, a także podkreślające pozytywny wpływ firmy na otoczenie. Lokalni producenci dają pracę i tworzą popyt na produkty i usługi innych. Co produkują? Praktycznie wszystko – nie ma jednego pomysłu na biznes. Ktoś
założył destylarnię whiskey, ktoś inny projektuje dizajnerskie meble, jak chociażby słynny magnetic coffee table studia RockPaperRobot, który stał się ikoną współczesnego wzornictwa.

Tekst: Baklava i Lil’ Pillow – Paula Kuberska, Wytwórnia – Przemek Światowiec, BNY – Szymon Wachal, fot.: Krzysztof Tobys Serce.tv (Baklava, Lil’ Pillow), Szymon Wachal (Wytwórnia), Allison Meier CC BY 2.0 flickr.com (Brooklyn Navy Yard)