Olimpijski pragmatyzm – z wizytą w Londynie

Co zostaje w mieście po igrzyskach olimpijskich lub innej wielkiej imprezie? Na to pytanie odpowiedzieli sobie Brytyjczycy. Na szczęście zanim zorganizowali olimpiadę w Londynie w 2012 roku. Postanowiliśmy przekonać się na własne oczy jak to wydarzenie zmieniło Stratford, odległą od centrum i dotychczas niezbyt popularną dzielnicę Londynu.

Pomyślane jako miejski park

Już pierwszy rzut oka na mapę wystarczy, żeby zauważyć, że kompleks olimpijski stanowi zwarty pas zieleni wśród gęstej miejskiej zabudowy. Pomyślano go w taki sposób, aby po zakończeniu imprezy powstał tam miejski park. Obiekty olimpijskie przekształcono w publicznie dostępną pływalnię, halę rowerową, tor bmx i inne. Ta zapobiegliwość i chęć praktycznego wykorzystania obiektów nie wzięła się znikąd. Londyńczycy dobrze pamiętają klapę, jaką była hala sportowa Millenium Dome, której przez klika lat nie mogli wynająć, zanim powstała tam w końcu znana O2 Arena. Dlatego tym razem wszystkie obiekty budowano tak, aby przede wszystkim miały sens dla mieszkańców miasta.

Bez zadęcia, całkiem wyczillowane miejsce

Trzeba powiedzieć, że plan się powiódł. Stratford odwiedziliśmy w dzień powszedni. Na zdjęciach nie widać tłumów. Ale w oczy rzuca się, że teren żyje i wrósł w tkankę miejską. Otoczenie jest zadbane. Przychodzą tam zwykli mieszkańcy i w każdym obiekcie cały czas coś się dzieje, ktoś trenuje, spędza tam czas. Nic na pokaz, wszystko takie, jak powinno być, aby dobrze służyć mieszkańcom. I to chyba jest najtrudniejsze w przygotowaniu takich imprez, żeby megalomania nie przesłoniła faktu, że zwykły rowerzysta, mieszkaniec miasta jest tak samo ważny jak zawodnik olimpiady. Niestety takie podejście to chyba wciąż rzadkość.

Przed i po

Na koniec warto zobaczyć kilka porównań zdjęć tych terenów przed i po. Wcale nie widać na nich jakieś porażającej zmiany na lepsze, na co może liczyliby zwolennicy organizacji takich wydarzeń. Ale ogólnie trzeba przyznać, że projekt wykonano konsekwentnie i dzielnica na nim zyskała.

Zdjęcia z Tomeout

Zdjęcia z The Guardian

Tekst: Szymon Wachal, Fot. Hugh Cowan

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *