Chwyć latawca za rogi – wywiad z Asią Litwin

Mocny wiatr, zimna słona woda, walka z żywiołem. Musi być coś więcej w tym kitesurfingu, skoro mimo trudności nie ma się go dosyć. Co to takiego? Spełniam się w tym sporcie. Każdy nowy trik, który uda się wylądować to powód do radości. Skakanie i latanie to jest to! Możliwe do wykonania ewolucje są dobrze znane i nie chodzi o wykonywanie trików według jakiegoś katalogu. Trzeba samemu go wykonać, żeby zrozumieć czym różni się od  pozostałych i jaką satysfakcję daje.

Kiedy poczułaś, że chcesz brać udział w zawodach, współzawodniczyć?

W końcu przychodzi taki moment, że człowiek czuje się dobry w tym co robi i chce zmierzyć się z innymi. Dziewczyny z Polski są najlepsze na świecie. Trudniej jest facetom, którzy mimo że są świetni mają jeszcze lepszych konkurentów z zagranicy. To co robią topowi zawodnicy wydaje się trudne do doścignięcia. Spełniam się w tym sporcie. Każdy nowy trik, który uda się wylądować to powód do radości.

Jeśli ktoś chciałby zobaczyć tych zawodników w akcji, na jakie zawody powinien się wybrać? Gdzie jest najlepsza atmosfera?

Bardzo dobrze wspominam Puchar Świata w Niemczech, to największe wydarzenie kajtowe trwające wiele dni. Kitesurfing to przecież nie tylko sport, ale też ludzie z którymi dzielisz tę samą pasję i emocje. To jest wyjątkowa społeczność. W Polsce głównym wyzwaniem jest brak wiatru. Lubię pływać nad Bałtykiem, ale dobry wiatr to loteria.

 Więc pewnie kiedyś chciałabyś mieć własną szkołę sportów deskowych i bazę na plaży, gdzieś gdzie lato nigdy się nie kończy?

Nie. Centrum szkoleniowe i związane z tym sprawy organizacyjne wcale mnie nie pociągają. Doskonalę swoje umiejętności, ale nauka innych osób to już zupełnie inna sprawa. Zresztą życie na plaży przez okrągły rok to nie jest to, o czym marzę. Lubię się wyspać w wygodnym łóżku i być niezależna. Chyba właśnie dla tej niezależności wybrałam kitesurfing. Taki na przykład wakeboard, też jest fajną dyscypliną, lubię ją, bo można uprawiać nawet w mieście, ale jednak kajt daje pełną swobodę.

Zwykle ludzie lubią przywozić piasek z wakacji, choćby w butach…

Kiedy podróżuję mam wyliczony czas i często starcza go tylko na pływanie. Niedawno musiałam zejść z wody i w ciągu pół godziny dojechać na lotnisko. Wszystko mokre i pełne mokrego piasku. To już nie jest przyjemna pamiątka z wakacji. Kitesurfing wymaga podróży do miejsc, gdzie jest ciepło i mamy gwarancję wiatru. Cieszę się, że mogę poznawać spoty w Europie, Brazylii w Azji i Oceanii. Ale tak jak każda „służbowa” podróż takie wyjazdy nie dają wiele czasu na zwiedzanie. Do tego dochodzi jet lag, kiedy w ciągu krótkiego czasu zmienia się wiele stref czasowych. Nie chcę narzekać, ale dalekie wyjazdy to nie koniecznie sama przyjemność.

No właśnie, dobre warunki do pływania niekoniecznie są w miejscach uznawanych za bezpieczne czy popularne wśród turystów.

Brazylia jest oczywiście popularna wśród turystów, chociaż wiadomo, że są tam sytuacje nieco mniej bezpieczne. Z kolei RPA wymaga większej ostrożności i lepiej poruszać się w grupie. Ale niebezpieczeństwo czyha tam nie tylko na lądzie. Wiele spotów, w których pływam, jest realnie zagrożona atakiem rekinów. Nie znaczy to, że nie można tam pływać, ale dreszczyk emocji jest. Zwykle są tam tak zwanie shark spottersi, którzy teoretycznie ostrzegają przed zagrożeniem. Ale rekin, jeśli już się pojawi, będzie raczej dużo szybszy od nich. Można też śledzić ścieżki wędrówek tych drapieżników na specjalnych mapach internetowych. Czasem pływamy tam, gdzie jest aż czerwono od ich szlaków. Muszę przyznać, że podczas ostatniej kontuzji, kiedy znalazłam się w wodzie z uszkodzonym biodrem, wyjątkowo szybko dopłynęłam na brzuchu do brzegu. Ale nie chciałabym przestawiać tego miejsca negatywnie, bo bardzo je lubię. Wszystkim pływającym bardzo polecam Kapsztad. Doskonałe miejsce i na kitesurfing i na windsurfing.

Osiąganie wyników na światowym poziomie to już nie wakacyjne hobby, ale poważna ścieżka kariery. Trudna i dostępna dla nielicznych. Czy Twoje otoczenie akceptuje to i docenia?

W moim przypadku zarówno rodzina jak i znajomi zawsze byli na tak i kibicowali moim wysiłkom. Chyba właśnie dla tej niezależności wybrałam kitesurfing. Pomagali w trudnych chwilach. Ale jeśli się robi to, co się kocha i dobrze to człowiekowi wychodzi, to nie powinien on sugerować się opiniami otoczenia. Oczywiście krytykę trzeba przyjąć i wyciągnąć z niej to co pozwala się doskonalić, ale trzeba jednak robić swoje.

Ale sport to nie tylko samodyscyplina, to również wydatki. Czy można żyć ze swojej pasji, albo przynajmniej do niej nie dokładać?

Jestem zadowolona ze współpracy z moimi sponsorami, bez których starty w zawodach byłyby trudne. W organizacji wyjazdów oraz działaniach PR pomaga mi też rodzina i przyjaciele. Ale oczywiście temat sponsoringu sportowego w Polsce, zwłaszcza w mniej znanych dyscyplinach, to ciągle trudna sprawa. Kitesurfing jest wciąż za mało znaną dyscypliną. Bardzo bym chciała, żeby co raz więcej ludzi go spróbowało. Dyscyplina ma potencjał, gdyż można się jej szybko nauczyć i szybko daje dużo radości. Podstawowe ewolucje są dostępne dla wszystkich. Ostatnio byłam świadkiem jak seniorzy bez problemu radzili sobie z opanowaniem sprzętu i po niedługim czasie byli w stanie nawet wykonywać skoki.

Teraz skupiłaś się na karierze sportowej, ale planujesz studia w Innsbrucku…

Pochodzę z Warszawy i tutaj mieszkam, ale chcę studiować w Insbrucku, gdyż właśnie tam
jest dostępny interesujący mnie kurs pilotażu. W przyszłości chciałabym zostać pilotem cywilnym.
Marzę o lataniu. Ale jeśli nie udałoby się dostać na te studia, to chcę zająć się psychologią sportu
i ekonomią, na Uniwersytecie w Innsbrucku. Prócz tego kusi bliskość alpejskich stoków i surfingu rzecznego na Izarze w Monachium.

No właśnie, kiedy ostatnio jeździłaś na snowboardzie?

Już od paru sezonów nie byłam w górach, gdyż cały czas trenuję. Ale w moim ogrodzie udało się
zorganizować domowy slider na snowboard. Dzięki temu po powrocie do domu, jeśli są warunki można trochę poskakać. W lecie lubię też poćwiczyć triki na zwykłej deskorolce, wakeboardzie czy ostatnio wakeskejcie. Wszystkie sporty deskowe to do doskonały trening uzupełniający.

Przeszkody snowboardowe w ogrodzie – kupuję ten pomysł! A teraz ostatnie pytanie. Co będzie jeśli kajt się kiedyś znudzi?

Jest tyle ciekawych rzeczy do roboty! Nie tylko kajtem można się zajmować. Ale teraz uwielbiam kitesurfing i jestem go spragniona!

Z Joanną Litwin rozmawiał; Szymon Wachal
Autor sesji zdjęciowej: Mateusz Szeliga
Zdjęcia akcji: Lukasz Nazdraczew / Red Bull Content Pool

Joanna ‚Asia’ Litwin – Red Bull / Deutsche Bank PBC S.A. / Sony

www.asialitwin.com, facebook/Joanna’Asia’Litwin

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *