Afrykański duch w polskiej szafie – wywiad z Aleksandrą Piotrowską

Kolorowo, oryginalnie, z odrobiną szaleństwa i przede wszystkim pasji – tak tworzy się ciuchy, które mają szansę podbić cały świat. Bo różnica kulturowa nie dzieli, a łączy. O pozytywnej energii jaka tkwi we wschodnioafrykańskich tkaninach oraz tamtejszej kulturze, opowiedziała Nam, jedna z założycielek marki ilovekanga – Aleksandra Piotrowska.

Skąd pomysł na biznes modowy, czy ten rynek nie jest już przepełniony?

Główną ideą stojącą za ‘ilovekanga’ było zainicjowanie akcji społecznej, dzięki której kobiety w naszym ówczesnym miejscu zamieszkania- Tanzanii i okolicach miasteczka Pongwe, zagrożone oraz dotknięte zmarginalizowaniem społecznym uzyskają finansową samodzielność. Nasz pomysł czerpie z lokalnych tradycji – wschodnioafrykańskich tkanin i praktyki szycia, które jest powszechną działalnością ekonomiczną wykonywaną przez kobiety w krajach afrykańskich. Celem była mobilizacja kobiet w drodze do własnego, lepszego bytu. Nie spotkałam żadnej oferty, która zespalałaby modę z palącą kwestią społeczną – nam udało się to osiągnąć.

Ponadto chciałyśmy odsłonić świat niesamowitych barw i niespotykanych w zachodnim świecie ulicznej mody, zestawień kolorystycznych, które wypełniają afrykańską kulturę. Tak zrodziła się idea ‘ilovekanga’ (czyli kocham kangę- kanga to właśnie tradycyjny wschodnioafrykański materiał, który jest naszą inspiracją i materiałem, z którego rodzą się kreacje).

Dlaczego właśnie afrykański styl? Co takiego jest pociągające w Afryce?

Afrykański styl w naszych kreacjach jest ujawniony poprzez użycie wschodnioafrykańskich materiałów- znaku firmowego Afryki Wschodniej- kangi i kitenge. Inicjatywa ‘ilovekanga’ to świat tradycyjnych tkanin afrykańskich, prezentowanych w modnej europejskiej odsłonie.

Ten raj kolorów i wzorów kangi, który ukazał się naszym oczom w Tanzanii świetnie wpisuje się w realia społeczne tamtego kawałka świata- dzięki niemu do przestrzeni wlewa się entuzjazm i pozytywna energia. Tacy są też mieszkańcy Tanzanii, którzy pomimo czasem bardzo trudnych warunków życia, pozostają uśmiechnięci i pełni wiary. Dawkę pozytywnej energii pragnęłam dać Polakom, a druga współzałożycielka ‘ilovekanga’ Won-Na– swoim rodakom w Korei Południowej.

Kto jest Waszym klientem?

To przede wszystkim osoby, które nie boją się wyróżnić z tłumu. I takim sloganem chcemy przyciągnąć do naszych strojów. Nasze modowe pomysły – autorstwa projektantki Karoliny Bis (pseudonim BIKA), są wielobarwne i dlatego zapewne nie każdy odważy się je nosić. Jeśli ktoś preferuje spokojniejsze odcienie, na zamówienie możemy wykreować subtelniejszą w odcieniach część garderoby.

Wiekowo nasi klienci i klientki to przegląd wszystkich pokoleń: rozpoczynając od moich 80-dziesięcioletnich dziadków, którzy dzięki zastrzykowi kolorystycznemu poczuli się przynajmniej o dekadę młodsi, a kończąc na nastolatkach. Ubranka dla małych dzieci, również cieszą się dużym zainteresowaniem.

Jak produkować ciuchy, żeby były z jednej strony unikalne, a z drugiej uniwersalne?

Przede wszystkim należy je szyć z sercem i pasją. Podglądamy także nowości modowe, które poddajemy naszej własnej estetycznej obróbce. Inicjatywie przyświeca etyczna misja i jej prospołeczny charakter. To czyni je, prócz tych niespotykanych kolorów – unikalnymi. Ponadto, staramy się produkować ubrania tylko w pojedynczych egzemplarzach. Wierzę, że dzięki takim zabiegom powstałe kreacje nie poddadzą się duchowi czasu i zachowają swoje oryginalne oblicze.

Czy szaleństwo w modzie, które bez wątpienia widać w waszych kolekcjach, nie jest ryzykowne?

To szaleństwo tyczy się wyłącznie kolorów. Ale jeśli o szaleństwie mowa: to każdy nowy styl artystyczny czy to w malarstwie, architekturze czy muzyce, był dla poprzedników wykroczeniem poza dotychczasowe normy, a przecież Nie ma geniuszu bez ziarna szaleństwa, jak mawiał Arystoteles.

Czy obecnie moda niszowa staje się coraz bardziej popularna?

Na przykładzie naszej działalności śmiem twierdzić, że na pewno zyskuje powodzenie i poszerza się o nowych zwolenników chcących nosić się niebagatelnie. Według mnie wciąż w niezadowalającym tempie, ale wzrasta świadomość konsumencka i interesuje nas historia pochodzenia części garderoby. Jednakże do głównego obiegu nadal przedostają się ubrania produkowane masowo i przy niewystarczającym poszanowaniu praw pracowników czy środowiska.

Więcej inormacji: www.ilovekanga.com

Z Aleksandrą Piotrowską rozmawiała: Ewa Czemerys, zdjęcia: Elżbieta Piotrowska, Agata Siwicka

 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *